Podagra (pedogra), choroba zwana dzisiaj dną moczanową, trapiła Aleksandra Fredrę od 35 roku życia, tj. od stycznia 1828 roku. Dlatego na starość miał w pokoju na stałe kule ułatwiające mu chodzenie oraz pod koniec życia fotel na kółkach, w którym wożono go po mieszkaniu. Z roku na rok ataki podagry były coraz boleśniejsze, szczególnie w nocy Fredro nie mógł w ogóle spać. Pisał, stojąc przy pulpicie. Pióro miał przywiązane do ręki, która go bolała. Jeszcze później nie mógł całymi dniami wstać z łóżka.

Dna moczanowa może mieć różne objawy, zwykle jednak są to nawracające ataki ostrego zapalenia stawów (zaczerwienienie, tkliwość, miejscowa gorączka i obrzęk w obrębie stawu). Najczęściej chorobą dotknięty jest staw śródstopno-paliczkowy u podstawy dużego palca – dzieje się tak w połowie przypadków. Często dotknięte są również inne stawy, takie jak staw skokowy, kolanowy, stawy nadgarstka i palców. Ból stawów zwykle trwa od dwóch do czterech dni i pojawia się w nocy na skutek występującego wtedy obniżenia ciepłoty ciała, najsilniejszy jest po przebudzeniu, „rozchodzony” w ciągu dnia nieco spada, ale i tak pozostaje bardzo dokuczliwy, szczególnie po zdjęciu obuwia. Innymi objawami, które sporadycznie towarzyszą bolesności stawów, są zmęczenie oraz wysoka gorączka.
„Pacjenci cierpiący na dnę to generalnie albo starsi mężczyźni, albo mężczyźni, którzy prowadzili w młodości wyniszczający tryb życia i przedwcześnie zestarzeli się przez swe rozwiązłe zwyczaje, z których żaden nie jest powszechniejszy niż przedwczesne i nadmierne oddawanie się uciechom cielesnym albo inne podobnie wyczerpujące pasje. Ofiara choroby kładzie się spać i śpi w dobrym zdrowiu. Około drugiej nad ranem budzi ją ostry ból w dużym palcu; rzadziej w pięcie, kostce lub na podbiciu. Ból przypomina zwichnięcie, a mimo to chore miejsca sprawiają takie wrażenie, jakby polewano je zimną wodą. Po tym następują dreszcze i nieduża gorączka… Noc mija w męczarniach, bezsenności, obracaniu bolącej części ciała i nieustannych zmianach pozycji; chory miota się bez ustanku, tak samo jak bez ustanku trwa ból w męczonym stawie, wzmacniając się wraz z nadejściem ataku” (Thomas Sydenham, 1683).
[Ten opis, choć ładny, dubluje się co do treści z poprzednim akapitem. Dlatego zastanawiam się czy go pozostawiać. MSz]

„W maju i czerwcu r. 856 przechodził Dziadzio przez jeden ze swoich niezwykle silnych ataków podagry. Przez parę tygodni trzeba go było pielęgnować, a nie było to rzeczą łatwą, i o własnym [Zofii Fredrówny] zdrowiu, którego się i tak nie dorlotowało [pieściło, cackało], trzeba było zupełnie zapomnieć (…)
29 maja. Wczoraj i onegdaj już trochę był Papa lepiej. A dziś największą biedą jest niecierpliwość, niecierpliwość o w s z y s t k o. Gniewa się na Maciejowskiego [lekarz domowy], że dotychczas mu nie pomógł. Chce Ziembickiego, żeby gwałtem z a r a z ból ustał. Ta wieczna antypatia do Maciejowskiego dodaje mu irytacji.
W nocy mało co spał, ja do pół do 1-ej stałam przy Nim, a potem mieniali się. Ale to okropne, że wciąż, co 2 minuty, chce odmieniać miejsca: to podnieść Go, to na bok, to na wznak, to na jedną stronę łóżka, to na drugą, i to dzień i noc. Naturalnie, że Go to męczy i drażni, i gniewa się. A jednak tą niecierpliwością, która nas zabija, cieszymy się, bo On wtedy tylko taki zły, kiedy Mu lepiej jest. Ja jedna mogę najwięcej jeszcze robić, na mnie nie zniecierpliwił się ani razu, ale może bym to wolała, jak na drugich … enfin [nareszcie]!
Ale, bo nie umieją jakoś wziąć górę i robić, co potrzeba, nie uważając na Jego niecierpliwość. Co 1/2 godziny taka rozmowa: „Mój Aleksandrze, trzeba by się wysmarować teraz?” – „Dajcie mi pokój, dureń, cyrulik, Maciejowski animal, co on wie, nic nie pomaga, męczycie mnie, nie chcę się smarować!” – „Ależ mój Aleksandrze, przecież?” Dopiero na to ja: „Ale naturalnie, trzeba się wysmarować, bo Papusiowi to dobrze zrobi – zawołam – żeby Papusia podnieśli, jest oliwa, niechże Mama smaruje i koniec”. I da sobie robić, a potem kontent i zdrowszy. We wszystkim na świecie perswazje nic nie warte: fais ce que doi, advienne que pourra [czyń, co powinieneś, i niech się stanie, co stać się musi]”.
[Skąd jest powyższy cytat? MSz]
A oto wiersz napisany przez Aleksandra Fredrę w 1831 roku, po wybuchu powstania listopadowego.
Stary ułan
Jak raz biało, raz czerwono
Nasz proporzec mignie w oku
I zafurczy pieśń szaloną…
O potęgo! o uroku!
Precz z pod ramion kule moje!…
Czapkę, szablę, chwytam skoro,
Już o własnej sile stoję…
Niech pedogrę diabli biorą.
Hej! Ułany! szczęść wam Boże!
Wsadźcież i mnie na rumaka;
To mi krzesło, to mi łoże
Dla żołnierza, dla Polaka.
Czapkę na bakier nacisnę,
Aż zaszumi białe pióro,
Wąs podkręcę… szablą błysnę…
Niech pedogrę diabli biorą!
Kiedy pod Napoleonem
Nasz Książe Józef dowodził,
Sława biła wielkim dzwonem,
Aż świat cały z nami chodził.
Wtedy w krwawem wrogów mrowiu
Lansa była mi podporą,
Kulim nie znał, jak z ołowiu…
Niech pedogrę diabli biorą!
Zaśpiewajmy, hej ułany!
„Jeszcze Polska nie zginęła“,
Razem, zgodnie, jak organy,
Kiedy chwalą boskie dzieła. –
Człowiek w górę wzrok zatrzyma,
A koń furknie, pójdzie skoro,
Niech nam żyje pieśń rodzima,
Niech pedogrę diabli biorą!
Żyłem, zginę z ułanami,
Niech mi trąbka w szczęku broni
Między braćmi, między wami,
Mój ostatni marsz zadzwoni,
Niech się ze mną, co chce, stanie,
Przyjmę z skruchą i pokorą,
Ale kule?… w piec, mospanie!
Niech pedogrę diabli biorą!
Hola! hola! Towarzysze…
Już za późno… próżne chęci…
Serca w sobie już nie słyszę,
A po kościach świder kręci.
Szczęść wam Boże! idźcie, dzieci,
Bądźcie Matki wy podporą;
Nie dla mnie słońce już świeci,
Niech pedogrę diabli biorą!